O genealogii i historii słów kilka...
  Zbrodnie ludobójstwa.
 
Masakra w Koniuchach.

Jak wiele jest jeszcze niewyjaśnionych  zbrodni ludobójstwa na narodzie polskim, niech świadczy choćby sprawa nierozliczonego do dziś mordu na mieszkańcach wsi Koniuchy . Wioska ta położona była na skraju Puszczy Rudnickiej, nad rzeką Solczą, przy drodze z Ejszyszek do Solecznik, W II Rzeczypospolitej należała do gminy Bieniakonie powiatu lidzkiego województwa nowogródzkiego.
 Oto obszerny tekst na ten temat Edmunda Burela, opublikowany w piśmie " Myśl Polska", 8 lutego 2004 roku.

----------------------------------
Wieś Koniuchy leży na południowym skraju Litwy, kilkanaście kilometrów od Solecznik. Ten rejon to "polski matecznik". W Solecznikach, Ejszyszkach, Bieniakoniach Polacy stanowią obecnie powyżej 80 procent ludności. Na tych ziemiach w czasie II wojny światowej rozegrała się niejedna tragedia. Największa dotknęła Koniuchy. Ale do dziś mało kto o niej wie. Nie zyskała rozgłosu, nie rozpisywała się o niej wysokonakładowa prasa, nie było tu kamer telewizyjnych, dociekliwych reporterów.


Kiedy po raz pierwszy odwiedziłem Koniuchy wiosną 2001 roku, "światową zbrodnią numer jeden" było w opinii mediów Jedwabne. Od Nowego Jorku po Tokio nagłaśniano zbrodnie Polaków na jedwabieńskich Żydach. (powinno tu być "rzekome zbrodnie Polaków", ponieważ zbrodni w Jedwabnem dokonali Niemcy - przyp. red. Naszej Witryny) W Koniuchach to Żydzi mordowali Polaków. Polaków, przez ówczesną, sowiecką i postsowiecką propagandę zwanych "koniuchowskimi bandytami". Byłem pierwszym, i chyba do dziś jedynym dziennikarzem z Polski, który rozmawiał z panią Anną Suckiel, mieszkającą wówczas w Koniuchach - naocznym świadkiem zbrodni. Dziś pani Suckiel już nie żyje. Nie wiadomo dokładnie czy żyją jeszcze jacyś naoczni świadkowie tragedii z 29 stycznia 1944 roku. Ale zbrodnia w Koniuchach ma wszelkie szanse, by zostać wyjaśniona i osądzona. Od początku stara się o to pani prokurator Anna Gałkiewicz z łódzkiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. Zebrała już potężną dokumentację.

Ostatnio bardzo bogaty materiał faktograficzny przesłała do łódzkiego IPN Prokuratura Generalna Republiki Litewskiej. Są w nim przesłuchania żyjących na Litwie świadków tragedii, materiały archiwalne, wraz z aktami osobowymi wykonawców zbrodni. IPN czeka jeszcze na podobne materiały z organów ścigania z innych państw, do których wysłano zapytania. Wierzę, że ten ponury epizod zostanie wyjaśniony do końca. Powinien on również funkcjonować zbiorowej świadomości Polaków. Stąd dziennikarska próba przybliżenia zbrodni w Koniuchach.

Zrównać z ziemią - dla przykładu

Dlaczego akurat Koniuchy stały się celem żydowskich i sowieckich "partyzantów"? Czym zawiniła ta niewielka, przytulona do Puszczy Rudnickiej wioska? W Puszczy Rudnickiej była w latach wojny główna baza sowieckich partyzantów - opowiadał mi gospodarz gminy Gierwiszki (Koniuchy leżą obecnie w tej gminie - przyp. aut.), pasjonat historii tych ziem, Walerian Iwaszka. - Według różnych źródeł historycznych w Puszczy stacjonowało od kilkuset do kilku tysięcy partyzantów. Wiadomo, że tak wielka rzesza ludzka musiała zaopatrywać się w żywność, odzież, buty, we wszelkie dobra w okolicznych wsiach. A w głodnych wojennych czasach wsie były bardzo biedne. I dlatego doprowadzeni do ostateczności mieszkańcy Koniuch zorganizowali wiejską "samoobronę". Podobnie zresztą jak i w innych wsiach. Od stacjonujących w Butrymańcach oddziałów Armii Krajowej i Litwinów chłopi otrzymali kilka starych karabinów i nocami patrolowali wieś. Doszło to zapewne do dowódców sowieckiej partyzantki i postanowili ukarać Koniuchy - dla przykładu.

Napastnicy potwierdzają taką wersję. W wydanej w 1985 roku w Nowym Jorku książce "Destruction and resistance" ("Zniszczenie i opór") jej autor, Chaim Lazar potwierdza wersję Waleriana Iwaszki. Pisze m.in.: "Sztab brygady zdecydował się zrównać Koniuchy z ziemią, aby dać przykład innym. Pewnego wieczoru stu dwudziestu partyzantów ze wszystkich obozów, uzbrojonych w najlepszą broń wyruszyło w stronę tej wsi. Między nimi było pięćdziesięciu Żydów, którymi dowodził Jaakow Prenner. Mieli rozkaz aby nikomu nie darować życia. Nawet bydło i nierogacizna miały być wybite. Zadanie zostało wykonane w krótkim czasie. Zniszczono sześćdziesiąt domów, a z liczącej 300 mieszkańców wioski nie uratował się nikt".

O ataku na Koniuchy pisze również w żydowskim "Operation Diary Jewish Partizan in Rudnik Forest" ("Dzienniku operacji partyzanckich w Puszczy Rudnickiej" anonimowy "partyzant": "W napadzie na Koniuchy wzięły udział dwa żydowskie oddziały partyzanckie "Śmierć faszystom" i "Ku zwycięstwu" pod dowództwem Jaakowa Prennera i Szmula Kaplińskiego. W obu tych relacjach Koniuchy określa się jako "gniazdo band" i "centrum partyzanckich intryg", zaś mieszkający tu chłopi "znani byli z niegodziwości" i byli "zagorzałymi wrogami partyzantów".

Mówią świadkowie

- Spali my jeszcze kiedy zaczęli strzelać - opowiadała mi półtora roku temu w swoim domu, nieżyjąca już Anna Suckiel. - Ojciec kazał nam uciekać. Ja uciekała bosa, w samej koszuli. Wszędzie już się paliło. Na szczęście był dym, i jakoś w tym dymie mnie nie zobaczyli. Wtedy, w styczniu 1944 roku miałam szesnaście lat. Bóg dał przeżyłam. Innym to nie było pisane. Zginęli straszną śmiercią. Oprócz pani Anny Suckiel uratowało się jeszcze sporo mieszkańców Koniuch. Wiem, że do niedawna żyli na Białorusi Antoni Gikiewicz i Stanisław Wojtkiewicz. Żyła najstarsza chyba z uratowanych, ponad 80-letnia, Stanisława Woronis.

Przechwałki napastników o wybiciu doszczętnie wszystkich mieszkańców Koniuch na szczęście należy włożyć między bajki. Tak samo zresztą jak opis ufortyfikowania wsi. - Nie było u nas żadnych wież strażniczych, żadnych okopów, zasieków - opowiadała mi pani Anna Suckiel. - Ot czasem nocami paru młodych obchodziło wieś z kilkoma karabinami. Na nieszczęście w noc napadu chyba już skończyli obchód. A i tak by zresztą nic nie pomogło. Napadających było dużo.

O tamtych czasach opowiadała również pani Stanisława Woronis: - Urodziłam się za czasów polskich. Przeżyłam wojnę światową i okupację sowiecką. Teraz jestem obywatelką Litwy, uważającą się za Polkę. Podobnie jak wszyscy mieszkańcy naszej wsi. Pamiętam, że te partyzanci zawsze zjawiali się w Koniuchach z rewolwerem czy karabinem w ręku i żądali byśmy dawali im kury, świnie lub inną żywność. W końcu zbuntowaliśmy się. Nie mieliśmy czym karmić własnych dzieci. Bieda aż piszczała. Kiedy zorganizowaliśmy samoobronę, rozprawiono się z nami w sposób bestialski. Stosując mord i ogień. Mogłabym zrozumieć męskie porachunki, ale mordowania niewinnych ludzi - nigdy. To było gorsze niż wojna. Na wojnie ucieka się przed kulą. Tych, których w Koniuchach wojna nie trafiła, lub tylko raniła dobito żywcem.

Zeszyt w kratkę

Z panią Anną Suckiel rozmawiałem w jej domu, w niewielkim pokoju z dominującym na frontowej ścianie obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej. W pewnym momencie ze starego kredensu pani Anna wyciągnęła zeszyt, taki normalny, szesnastokartkowy, szkolny zeszyt w kratkę. Na kilku kartkach, starannym, choć niewyrobionym pismem spisane były nazwiska - pod dwoma tytułami.

Pod tytułem "ZMARŁE" widnieje pięćdziesiąt osób. I to jest pewnie najbardziej prawdopodobna, najwiarygodniejsza lista osób zabitych w koniuchowskiej masakrze. Powtarzają się nazwiska: Bandalewiczów, Bobinów, Jankowskich, Molisów, Wojtkiewiczów, Parwickich, Woronisów, Marcinkiewiczów. Najmłodsza, Danuta Molis miała wówczas dwa latka, Marysia Tubin cztery latka, Zygmunt Bandalewicz - osiem lat. Wielu po piętnaście, szesnaście lat.

Na liście "RANNE" widnieje jedenaście nazwisk. Pani Anna po sfotografowaniu pieczołowicie ukryła zeszyt w starym kredensie. Nie wiem czy znalazł się on w dowodach rzeczowych. Może spoczywa w grobie, wraz z jego właścicielką.

Po wojnie miało być lepiej

Czternaście miesięcy po koniuchowskiej tragedii nad Berlinem wykwitły race zwycięstwa. Najkrwawsza wojna w historii zakończyła się. Zapanował prawie powszechny entuzjazm. "Prawie powszechny", bo nie pod sowieckim butem. Niedobitki z Koniuch tylko przez krótką chwilę marzyli o sprawiedliwości. Czekała ich dalsza gehenna. - Ludzie, którzy jakimś cudem uchowali się trzęśli się ze strachu - opowiadała mi pani Anna Suckiel. - Uciekali do Polski, do Kanady, do Ameryki. Bo tu zawsze byli bandytami, "koniuchowskimi bandytami". Tak nas nazywali.

W Puszczy Rudnickiej otwarto z wielką pompą muzeum poświęcone partyzantom. Wielu z napastników na Koniuchy stało się bohaterami. Zresztą, o samym napadzie na wieś w ogóle nie wspominano. Tylko te "koniuchowskie bandyci" ciągle przewijały się w szeptanej, sowieckiej propagandzie. - Dobrze, że trafił pan do Koniuch - mówi Walerian Iwaszka. - Dobrze byłoby, gdyby ktoś jeszcze trafił do Naliboków, gdyby ktoś odkrył prawdę co stało się z mieszkańcami wsi Gamba, gdyby ktoś trafił do wielu innych miejscowości w naszym regionie. Zresztą nie tylko w naszym. Bo na razie obowiązywała u nas "prawda" z sowieckiej agitki "Pirciupai" (nazwa litewskiej wsi wymordowanej przez hitlerowców - przyp. aut.) gdzie zawsze byli winni Niemcy.

Oto cytat z tej agitki: "W niektórych wsiach Puszczy Rudnickiej jak Cebotariai, Darlinkai, Darguziai, Uckoronis, Krumiakai i Kaniukai (ta ostatnia to obowiązująca obecnie litewska nazwa Koniuchów - przyp. aut.) udało się stworzyć oddziały "samoobrony" z miejscowych nacjonalistów i elementów kułackich. W niektórych wsiach, pod wpływem rozjaśniającej pracy partyzantów, oddziały te rozbroiły się i oddali broń. W drugich, gdzie agitacja nie dała rezultatu partyzanci rozpędzili siłą te grupy". Nadal w wielu miejscowych biblioteczkach łatwiej znaleźć cytowaną powyżej "Pirciupai" niż prawdę o koniuchowskiej masakrze. Nadal Koniuchy znajdują się na swego rodzaju cenzurowanym.

Idzie nowe

W czasie mojej bytności na Ziemi Solecznickiej towarzyszyła mi pani Irena Kołosowska, urzędniczka z Solecznik. Oprowadzała mnie po swoim świecie; po Koniuchach, Gierwiszkach, Bieniakoniach, szlakami pięknej Puszczy Rudnickiej. Po kilku godzinach rozmów z panią Suckiel, Walerianem Iwaszką, z polskimi mieszkańcami innych wsi, moja przewodniczka była coraz bardziej zainteresowana, zaintrygowana. Odkrywała koniuchowską tragedię razem ze mną. Przeżywała ją po raz pierwszy.

Do tej pory dla niej, dla jej pokolenia Koniuchy jeśli nawet były jakimś wrzodem, to należało o tym jak najszybciej zapomnieć. Teraz to się w szybkim tempie zmienia. Tragedię Koniuchów nagłośniła już niejednokrotnie miejscowa prasa. Świetną robotę dziennikarską wykonała m. in. "Nasza Gazeta", tygodnik Związku Polaków na Litwie. Śledztwo łódzkiego Instytutu Pamięci Narodowej zostało wszczęte na wniosek Zarządu Głównego Kongresu Polonii Kanadyjskiej, w którym znalazł się mieszkaniec Koniuchów, świadek zbrodni.

Zapewne żaden winny nie odpokutuje więzieniem za tę zbrodnię. Ale niech ich nazwiska będą znane. Niech przestaną być bohaterami w Izraelu, Stanach Zjednoczonych, Rosji, w Polsce - gdziekolwiek w świecie.

Na koniec słowa pani Stanisławy Woronis wzywam do upamiętnienia tej zbrodni. Głosem tej mieszkanki wołają dzisiaj Koniuchy, zamordowana wioska na zapomnianych Kresach. "Codziennie patrzę z mojego okna na las, na przedwojenny krzyż, symbol cierpienia naszego Pana, symbol męki. W oczach mam zbiorową mogiłę niewinnych ludzi. Niech wreszcie sprawiedliwości stanie się zadość! Ludzie! Połóżcie tu głaz. Zamieńcie spróchniały krzyż. Zostawcie stosowny napis. Bóg i Pani Ostrobramska ocalili nas od kuli, ale my jesteśmy już starzy. Niech jednak nasi wnukowie i prawnukowie wiedzą o tym co działo się w Koniuchach krwawego 29 stycznia 1944 roku!"

Czy można do tego apelu coś dodać...?
-------------------------------------------------

Kolejny ciekawy material na ten temat, pochodzący z bardzo liczącego sie forum - "Inne oblicza historii", gdzie autor opracowania piszeo tej zbrodni:


Historia II wojny światowej pełna jest tajemnic i białych plam. Konflikt ten był jednym z najbardziej tragicznych i krwawych w dziejach świata. Prowadzony pod sztandarami nienawiści rasowej, religijnej i kulturowej doprowadził do masowej zagłady wielu narodów i grup etnicznych – Polaków, Żydów, Rosjan, Cyganów. Obok wielkich tragedii, takich jak niemieckie obozy koncentracyjne i sowieckie łagry, miały miejsce wydarzenia lokalne, lecz równie bolesne. Wojna degeneruje człowieka, uwalnia w nim ukryte zło, doprowadza do eskalacji nagromadzonych pretensji i poczucia krzywd.
Szczególnie dużo konfliktów na tle narodowościowym i politycznym wybuchło na polskich Kresach Wschodnich: Wileńszczyźnie, Nowogrodczyźnie, Polesiu czy Wołyniu. II Rzeczpospolita była państwem wielonarodowościowym. Według spisu z 1931r. Polacy stanowili ok.65% mieszkańców, Ukraińcy 16%, Żydzi 9,8%, a Białorusini 6,1%. Jednak w niektórych rejonach, szczególnie wiejskich, proporcje te diametralnie się zmieniały, na korzyść lub niekorzyść Polaków. Lecz mimo wszelkich uprzedzeń i zatargów, wszystkie narodowości żyły obok siebie dość zgodnie od pokoleń. Sytuacja zmieniła się jednak wraz z nastaniem mrocznych czasów II wojny światowej.
Bardzo wiele osób w Polsce i na świecie słyszało o wydarzeniach w Jedwabnym. IPN przeprowadził dość szybkie śledztwo, polskie władze przeprosiły Żydów za doznane cierpienia. Prasa nagłośniła całą sprawę jako „walkę o prawdę historyczną”. Jednak czy owa prawda historyczna obowiązuje tylko Polaków, czy inne narodowości w tak samo równym stopniu? Czemu niektóre zbrodnie, popełniane na Polakach przez mniejszości narodowe, są skazane na przemilczenie i zapomnienie?
Nazwa Koniuchy z pewnością nic nie mówi przeciętnemu Polakowi. Jednak 29 stycznia 1944r. rozegrała się tam tragedia jej mieszkańców. Koniuchy leżą w tzw. „polskim mateczniku”, na południowym skraju Litwy, kilkanaście kilometrów od Solecznik, na skraju Puszczy Rudnickiej. Ta leśna gęstwina była podczas II wojny światowej domem dla wielu oddziałów partyzanckich o różnym pochodzeniu i orientacji politycznej: „... w Puszczy znajdowało się w tym czasie około 2000 ludności żydowskiej, mniej więcej 200 uzbrojonych partyzantów (głównie Białorusini i Rosjanie) oraz 20 minierów - zrzutków, których głównym zadaniem była dywersja na ważnym szlaku kolejowym Grodno - Wilno. Na całym zaś jej obszarze leżało ledwie kilka nędznych wiosek, które bardzo niewiele mogły świadczyć na rzecz tak dużej ilości ludzi" . Najbardziej aktywne i liczne były oddziały sowieckie „Śmierć faszystom” i „Margirio” wchodzące w skład Brygady Wileńskiej Litewskiego Sztabu Ruchu Partyzanckiego oraz „Śmierć okupantowi” przynależący do Brygady Kowieńskiej. Skład personalny opierał się głównie na Rosjanach i Litwinach, natomiast oddział „Śmierć okupantowi” tworzyli Żydzi i zbiegli z obozów jenieckich żołnierze Armii Czerwonej. Dowódcami byli Jacob Penner i Shumel Kaplinsky. Na terenie Puszczy działała także partyzantka polska, a mianowicie V batalion 77 p.p. AK. Tadeusz Truszkowski „Sztremer”, dowódca owego batalionu, wspomina: „Warunki naszej egzystencji były skomplikowane; oto równocześnie mobilizowałem z siatki konspiracyjnej 2. Kompanię; do siatki tej należała między innymi wieś Koniuchy, leżąca na skraju Puszczy Rudnickiej. Część chłopców z tej wsi znalazła się w szeregach kompanii. W tym samym również czasie pomiędzy mieszkańcami Koniuch, a jakimś oddziałem partyzantów radzieckich w Puszczy Rudnickiej powstał konflikt" .
Tak duża liczba partyzantów musiała coś jeść, ubrać się, zaopatrzyć w podstawowe artykuły niezbędne do przeżycia. Te kilka małych wsi, leżących na skraju Puszczy Rudnickiej, nie było w stanie spełnić żądań „leśnych”. W czasie wojny chłopi musieli odprowadzać obowiązkowe kontyngenty na rzecz Niemców, a że same wsie i przed wojną były ubogie, mieszkańcom praktycznie nie zostawało wystarczającej ilości żywności, by wykarmić własne rodziny. Koniuchy były regularnie grabione przez sowiecka partyzantkę. Oto relacja Edwarda Tubina, naocznego świadka tamtych wydarzeń, mieszkającego obecnie w Kanadzie: „Puszcza nazywała się Rudnicka, ale mówili też Wisińcza. Ona łączyła się z Dałowiecką Puszczą. Wielka puszcza była i tam oni siedzieli i w tych czasach chodzili rabować. Przyszli pierwszy raz do nas samych. Kazali, żeby założyć konia, ojciec poszedł, konia założył, wzięli klucze od składu, od stajni, wszystkich spędzili w kąt, z automatem jeden pilnował. I wszystko brali. Potem przyszli przy końcu, powiedzieli, że "nie ma zlituj i jak zameldujesz, przyjdziemy i ciebie spalimy". No i tak stało się. Koń wrócił się, za jakichś parę dni, ale to pół konia było. Potem przyszło ich więcej, zaraz przyszli z wieczora i poszli brać, po całej wsi rabować. Przyszli do nas, też kazali konia założyć. Jeden facet siedział z koniem na naszym podwórku. My zaczęliśmy jego prosić, że u nas już byli i już brali i daliśmy mu butelkę samogonu. On wypił i mówi – to jakby był ukraiński język – że on pojedzie i powie, że u nas nic nie było. Jak on pojechał, to my wszystko z domu, co tam było, jakie łachy, rzeczy, zaraz za stodołą do jam wrzucali. Otworzyliśmy owczarnik, owce, świnie, tam cielaków parę było, to wypędzili w las – w nocy to wszystko było. Oni, jak już odjeżdżali, to wpadli do nas – dwóch – nie było nic w domu. Ja spałem z bratem, tym Leonem – na łóżku. Nakryte tak mieliśmy kołdrę wiejską, swojej roboty. Wpadli, zobaczyli, że nie ma nic, zerwali z nas kołdrę. Ojciec im mówi: "Towariszci, nie będzie dzieciom się czym nakryć". To jeden tak powiedział – słowem takim brudnym –
mówi "a h... z twoimi dziećmi". No i poszli.”
Wobec powtarzających się rabunków i gwałtów, mieszkańcy Koniuchów postanowili powołać oddział samoobrony, pod wodzą Józefa Bobina, Wadysława Woronisa i Jana Kodzisa. Propaganda sowiecka przedstawiała ich jako kolaborantów i nacjonalistów:"... w niektórych miejscowościach Puszczy Rudnickiej –?ebotariai [Czebotary], Dar?ininkai, Dargu?iai [Darguże], U?kuronis, Kaniukai [Koniuchy] i Kruminiai - okupantom udało się stworzyć oddziały "samoobrony" z miejscowych nacjonalistów i elementów kułackich.” Była to oczywista nieprawda. Na uzbrojenie oddziału samoobrony składało się kilka zardzewiałych karabinów, jakie mieszkańcy znaleźli w lesie po uciekających oddziałach Armii Czerwonej. Część z nich przerobiono, poprzez obcięcie lufy, na tzw. obrzyny, zadaniem których było robienie hałasu, a nie zabijanie. Grupa Woronisa nie przedstawiała więc praktycznie żadnej wartości bojowej i nie mogła stanowić dla sowiecko-żydowskiej partyzantki realnego zagrożenia. Do pierwszego kontaktu doszło podczas jednego z kolejnych nocnych najść „leśnych” na Koniuchy. Po zauważeniu oddziału partyzantów, podchodzących pod wieś, strażnicy oddali kilka strzałów. Sowieci wycofali się, nie ponosząc żadnych strat. Ten mało znaczący z pozoru epizod okazał się tragiczny w skutkach dla mieszkańców Koniuchów. Podejmując desperacką próbę obrony przed conocnymi rabunkami, przypieczętowali swój los.
W sowieckim sztabie partyzanckim postanowiono dać Koniuchom nauczkę. Tak całą akcje przedstawiają bezpośredni uczestnicy i sprawcy zbrodni: “Od pewnego czasu dowiedziano się, że wieś Koniuch przekształciły się w siedlisko złowrogich band. Jej niegodziwi mieszkańcy rozprowadzali wśród okolicznej ludności uzyskiwaną od Niemców broń, nawoływali do walki z partyzantami. Wieś była otoczona umocnieniami w postaci rowów strzeleckich, przed każdym domem znajdowało się stanowisko ogniowe. Po obu jej stronach zbudowano wieżyczki obserwacyjne. Dlatego zostało postanowione przeprowadzić akcję zastraszenia nieprzechylnych partyzantom wieśniaków. Na ofiarę wybrano właśnie Koniuchy.” Relacja ta pełna jest kłamstw i niedomówień. Chaim Lazar przejaskrawił sytuację po to, by podkreślić odwagę własną i swojego oddziału, aby wykreować się na bohaterów. W Koniuchach nie było żadnych fortyfikacji w postaci okopów czy wieżyczek obserwacyjnych. Postawienie tego typu infrastruktury wojskowej wymaga chociaż minimum wiedzy z zakresu inżynierii pola walki, znajomości zasad rozplanowania punktów ogniowych, umiejętności podziału miejsca bitwy na odpowiednie sektory ogniowe. Nie mówiąc już o fizycznym problemie zbudowania wieżyczek i wykopania okopów. Takie działania nie uszłyby z pewnością uwadze Niemców czy litewskiej żandarmerii. Z pewnością nie zgodziliby się na tego typu prace, gdyż owe „fortyfikacje” mogłyby w perspektywie być użyte przeciwko nim. Zresztą wątpliwym jest, czy prości i niewykształceni chłopi byliby w stanie opracować odpowiednie plany i je zrealizować. Lazar wspomina dalej: „Pewnego wieczoru 120 najdzielniejszych partyzantów, uzbrojonych w najlepszą broń, wśród których było 50 Żydów pod dowództwem Yakowa Prennera, okrążyło wieś. Idącym do akcji rozkazano nie zostawiać przy życiu żadnego z mieszkańców, a zabudowania razem z inwentarzem spalić. O świcie przy użyciu pochodni podpalono wieś. Płonące budynki zadudniły hukiem eksplozji. Półnadzy ludzie skakali przez okna próbując uciekać, ale nikt nie wymknął się z okrążenia. Niektórzy skakali wprost do rzeki, ale ich też zastrzelono. Akcja trwała krótko: zlikwidowano 60 domów, z 300 mieszkańców wsi nikt się nie uratował”. Lazar zaprzecza więc samemu sobie. Skoro wieś była tak dobrze ufortyfikowana i uzbrojona, czemu mieszkańcy nie bronili się, tylko uciekali? Jednak część jego relacji, dotycząca samego przebiegu rzezi, odnajduje potwierdzenie w relacjach innych uczestników i osób, którym cudem udało się przeżyć: „Komandir naszej bazy dał rozkaz aby wszyscy zdolni do noszenia broni mężczyźni przygotowali się do wyruszenia na akcję w ciągu godziny. […] Gdy zbliżyliśmy się do naszego celu, zauważyłem, że partyzanci nadciągają ze wszystkich stron z rozmaitych oddziałów. […] Nasz oddział otrzymał rozkaz aby zniszczyć wszystko co się rusza i zamienić wieś w popioły. Dokładnie o ustalonej godzinie i minucie wszyscy partyzanci z czterech stron wsi otworzyli ogień z karabinów ręcznych i maszynowych, strzelając kulami zapalającymi w zabudowania wioski. Tym sposobem dachy gospodarstw zaczęły się palić. Wieśniacy i mały garnizonowy oddział niemiecki [?] odpowiedział ciężkim ogniem ale po dwóch godzinach wioska wraz z pozycjami ufortyfikowanymi została zniszczona. Myśmy mieli zaledwie dwóch lekko rannych. Gdy później przemaszerowaliśmy przez Koniuchy nigdy nie powitał nas już wystrzał snajpera bowiem był to jak gdyby przemarsz przez cmentarz.” W tej relacji także znajduje się pewna nieścisłość. W Koniuchach nie było żadnego garnizonu niemieckiego, gdyż najbliższy posterunek litewsko-niemiecki znajdował się w odległych o 6 kilometrów Rakliszkach.
”Koniuchy były wioską o zakurzonych drogach i osiadłych w ziemi, niepomalowanych domach. […] Partyzanci – Rosjanie, Litwini i Żydzi – zaatakowali Koniuchy od strony pól. Odezwał się ogień z wieży strażniczych. Partyzanci odpowiedzieli ogniem. Chłopi uciekli do swych domów. Partyzanci wrzucili granaty na dachy, a w domach wystrzeliły płomienie. Chłopi wybiegali drzwiami i biegli drogą. Partyzanci ich gonili, strzelając do mężczyzn, kobiet i dzieci. Większość chłopów biegło w stronę niemieckiego garnizonu, a więc przez cmentarz na skraju miasta. Komandir partyzantów przewidział to i dlatego nakazał kilku swoim ludziom schować się przy grobach. Gdy ci partyzanci otworzyli ogień, chłopi zawrócili i wpadli w ręce żołnierzy, którzy ścigali ich z drugiej strony. Setki chłopów zginęło złapanych w ogień krzyżowy”.
Żydowscy partyzanci są w swych relacjach przerażająco szczerzy. W żaden sposób nie starają się ukryć czy wytłumaczyć tej okrutnej zbrodnii, jakiej dokonali. Wręcz chwalą się tym, jako „bohaterskim” czynem. Według nich, tak właśnie należało karać „kolaborujące wioski”, których jedynym przewinieniem było to, że ich mieszkańcy mieli już dość rabunków i strachu o własne życie. Z premedytacją wymordowali mieszkańców Koniuchów, nie oszczędzając kobiet, starców ani dzieci. Okrutnie rozprawiono się nawet z żywym inwentarzem. Nie różnili się w tym niczym od Niemców, z którymi walczyli.
Zachowały się także wspomnienia Polaków, którzy cudem uszli z życiem z masakry. Nie są więc prawdą przechwałki partyzantów, jakoby udało im się zamordować wszystkich mieszkańców Koniuchów. Wspomina Stanisława Woronis (z domu Bandalewiczówna, ur.1919r.): „... Pamiętam, że to był 29 stycznia. Nad ranem ok. godz. 7-ej (ciemno zwykle było, więc nie mogła zrozumieć skąd biło światło) mąż obudził mnie strasznym szarpnięciem za ramię i krzykiem, że opuszczamy dom i to natychmiast. Nasz dom znajdował się w środku wsi. Pierwsze gospodarstwa już płonęły ...
Po drugiej stronie drogi, przecinającej naszą wieś jest las - niemy świadek okropnych wypadków. Partyzanci sowieccy często zaglądali do nas przedtem. Zwykle zjawiali się ze stanowczym rozkazem lub rewolwerem w ręku, byśmy dali kury, świniaka lub inną żywność. Potem dokonywali wręcz grabieżczych napadów, niczym bandyci. Nasi mężczyźni zbuntowali się. Nie mieliśmy czym karmić własne dzieci. U niektórych bieda aż piszczała. Kiedy zorganizowano samoobronę, rozprawiono się z nami w sposób bestialski, stosując mord i ogień. Mogłabym zrozumieć męskie porachunki, ale mordowania niewinnych ludzi, nigdy!.. To było gorsze niż wojna. Na wojnie ucieka się przed kulą. Tych, kogo w Koniuchach kula nie trafiła, lub tylko raniła, dobito żywcem.
Schroniliśmy się (z mężem i córeczka) kilka kilometrów od naszej wsi, u państwa Stackiewiczów. Choć byliśmy tylko zwykłymi włościanami, znaleźliśmy zrozumienie i przytułek. Pani była przerażona, że ja zamiast sukienki miałam nocną koszulę, a dziecko, na które zarzuciliśmy ciepłą chustę (był przecież styczeń i mróz daj Boże) miało nóżki... bose. Córeczkę natarto spirytusem, owinięto w ciepły koc, napojono herbatą. Przeżyła, ale konsekwencje ponieśliśmy wszyscy [wkrótce po wojnie córka p.Woronis zmarła na chorobę nerek, spowodowaną odmorożeniem]... Strach i świst kul poza plecami będę pamiętać do końca dni. Tak, jak płonącą wieś, daremnie błagającą o litość. Wróciliśmy do Koniuch nie od razu. Partyzanci sowieccy czuwali i nie daj Boże, jak kogoś znaleźli. Tego krwawego dnia zginęła też bliska rodzina mego męża. Dwudziestoletnia Ania Woronis słynęła na całą okolicę ze swej urody... Tak bardzo szkoda mi chłopaczka Antka Bobina. Młody, piękny, pracowity. Nie mieszkał tu, służył u gospodarzy gdzie indziej. Ale akurat odwiedził wieś rodzinną. Ojciec jego był w szpitalu w Bieniakoniach. A Antek tak niewinnie zginął... Podobnie było z rodziną Pilżysów, która przyjechała z Wilna, gdyż nabyła tu dom... Nie utrzymywaliśmy z nimi bliższych kontaktów, gdyż mieszkali dalej, za rzeką. Wiem jednak, że mieli dzieci... Czym zawiniły dzieci?... Molisowa np. miała córeczkę w wieku 1,5 roku. Trzymała ją na ręku uciekając. Obie padły od kul...”
Bestialstwo sprawców ukazują też zeznania świadka, zamieszczone w komunikacie IPN: „Z zeznań świadków wynika, iż część ofiar, zwłaszcza osoby stare i schorowane, zginęła spalona we własnych domach. Natomiast do części mieszkańców, którzy starali się uciekać strzelano. W taki sposób zginęły osoby z rodziny P. Zwłoki małżonków Stanisława i Katarzyny P. odnaleziono zwęglone w domu. Ciało ich córki Genowefy P. ze śladami kul i przypalonymi stopami leżało na podwórzu.”
Józef Bondalewicz wyznał: “Ze snu wybudziła nas strzelanina i łuna pożaru w oknach. Było jasno jak w dzień, dookoła roiło się od partyzantów, którzy strzelali do każdego, kto wydostawał się z domu. Szum ognia i trzaski rozpadających się budynków przypomniał burzę z piorunami. Z różnych stron słychać było rozpaczliwe jęki palących się w domach ludzi, ryk zwierząt zamkniętych w chlewach. Gdy wybiegłem ze swego domu zobaczyłem, jak z sąsiedniego domu Wójtkiewiczów wybiegła matka z niemowlęciem na rękach. Dwie kobiety—poznałem je po głosie, na pewno Żydówki, bo w oddziałach sowieckich kobiet nie było—zwaliły ją serią z automatu. Jedna z nich podbiegła do konającej, wyrwała dziecko i wrzuciła je do płonącej chaty. Przerażenie i niesamowity żar zmuszały każdego, kto wydostawał się z budynku, do niezwłocznej ucieczki. Bez tchu dopadłem do przyjaznych zarośli, skąd przedostałem się do wsi Kuże. Byłem uratowany.”
O ataku na Koniuchy wspominają także źródła niemieckie i litewskie: „Z kopii szyfrogramu z dnia 31.01.1944 r. autorstwa Genrikasa Zimanasa (Henocha Zimana) I Sekretarza Południowego Obwodowego Komitetu KP Litwy, a jednocześnie dowódcy Południowej Brygady Partyzanckiej do Naczelnika Litewskiego Sztabu Ruchu Partyzanckiego w Moskwie Antanasa ?nieckusa wynika, że: „29 stycznia połączona grupa oddziałów wileńskich, oddziału „Śmierć Okupantom”, „Margiris” i grupy specjalnej Sztabu Generalnego całkowicie spaliły najbardziej zagorzałą w samoobronie wieś powiatu Ejszyskiego Koniuchy[...]”.
W sprawozdaniu policji litewskiej za okres z 26 stycznia do 1 lutego 1944 r. zanotowano: " 29 stycznia około 200 bandytów rosyjskich napadło na wieś Koniuchy i całkowicie ją zniszczyło. Zginęło 36 osób i 14 zostało ciężko rannych. Mieszkańcy tej wsi kilkakrotnie sprzeciwili się zbrojnie bandytom. W odwecie zniszczyli wioskę"
W innej relacji policji litewskiej przedstawiono wydarzenia następująco:" Podpalili wieś. Z 40 gospodarstw spaliło się 39 zabudowań i 1 łaźnia, 50 krów, 16 koni, 50 świń, 100 owiec, 400 kur i inny majątek. W walce ciężko ranili policjanta Józefa Woronisa, a policjanta z pomocniczego oddziału policji Józefa Bobina zabili. Zabili 35 osób cywilnych, 13 raniono z nich 10 ciężko."
29 stycznia 1944 roku zginęli:
1. Bandalewicz Stanisław ok. 45 lat
2.Bandalewicz Józef 54 lata .
3. Bandalewiczowa Stefania ok. 48 lat
4. Bandalewicz Mieczysław 9 lat
5. Bandalewicz Zygmunt 8 lat
6. Bobin Antoni ok. 20 lat
7.Bobinowa Wiktoria ok.45 lat
8. Bobin Józef ok. 50 lat
9. Bobin Marian 16 lat
10.Bobinówna Jadwiga ok. 10 lat
11.Bogdan Edward ok. 35 lat
12.Jankowska Stanisława
13.Jankowski Stanisław
14.Łaszakiewicz Józefa
15.Łaszakiewiczówna Genowefa
16.Łaszakiewiczówna Janina
17.Łaszakiewiczówna Anna
18.Marcinkiewicz Wincenty ok. 63 lat
19.Marcinkiewiczowa N.
(sparaliżowana, spaliła się)
20.Molis Stanisław ok. 30 lat
21.Molisowa N. ok. 30 lat
22.Molisówna N. ok. 1,5 roku
23.Pilżys Kazimierz
24.Pilżysowa N.
25.Pilżysówna Gienia
26.Pilżysówna Teresa
27.Parwicka Urszula ok. 50 lat
28.Parwicki Józef lat 25
29.Rouba Michał
30.Tubin Iwaśka (?)ok. 45 lat
31.Tubin Jan ok. 30 lat
32.Tubinówna Marysia lat około 4
33.Wojsznis Ignacy ok. 35 lat
34.Wojtkiewicz Zofia ok. 40 lat
35.Woronisowa Anna 40 lat
36.Woronis Marian 15 lat
37.Woronisówna Walentyna 20 lat
38. Ściepura N. - krawiec z miejscowości Mikonty.
Ze wszystkich zamieszczonych relacji wyłania się obraz przerażającej zbrodni, popełnionej na niewinnych ludziach. Według ustaleń IPN, zginęło co najmniej 38 osób, a kilkanaście zostało rannych. Część z nich zginęła od kul, natomiast reszta spłonęła żywcem w swych domach. Wieś praktycznie przestała istnieć. Ci, którym udało się uciec, schowali się w okolicznych wsiach lub w zrobionych prowizorycznie ziemiankach (był styczeń!). Beż żywności, ubrani tyko w to, co mieli na sobie w czasie nocnego ataku, z małymi dziećmi na rękach, musieli szukać schronienia w Puszczy. Nie mogli także zbyt szybko wrócić do ruin swoich chat, gdyż partyzanci jeszcze przez kilka dni obserwowali miejsce masakry, by wymordować do końca tych, którym udało się przeżyć. Jednak, gdy po jakimś czasie powrót był już możliwy, ich oczom ukazał się straszliwy widok: tlące się resztki chat i zabudowań gospodarskich, niedopalone szczątki ludzi i zwierząt, leżące dookoła ciała tych, którzy zginęli od kul. Zamordowanych pochowano na wiejskim cmentarzu, przy pomocy litewskich wojskowych, stacjonujących w najbliższym niemiecko-litewskim posterunku w Rakliszkach, odległym od Koniuchów o 6 kilometrów.
Mieszkańcy, którym udało się przeżyć, nie zaznały spokoju nawet po wojnie. Rodziny Aleksandrowiczów i Wasiukajciów zesłano na Sybir, a część wyemigrowała do Polski lub Kanady. Tym, którzy pozostali, nie wolno było mówić o wydarzeniach z 29 stycznia 1944r. Władza sowiecka przedstawiała ich jako „koniuchowskich bandytów”. Natomiast zbrodniarze z sowiecko-żydowskiej partyzantki po wojnie zostali bohaterami. W Puszczy Rudnickiej z wielką pompą otwarto muzeum poświęcone partyzantom. Genrich Ziman „Jurgis”, dowódca Południowej Brygady Partyzanckiej, który miał nadzór nad akcją w Koniuchach, został w PRL odznaczony Orderem Virtuti Militari. Dowódca żydowskich oddziałów w Puszczy Rudnickiej, Abba Kovner, jest uważany za jednego z najbardziej zasłużonych działaczy żydowskiego ruchu oporu. W 1997 r. udekorowano go w Muzeum Holocaustu w USA medalem „Medal of Resistance”. Natomiast jego żona, Vitka Kempner Kovner, w 2001r. odebrała nagrodę specjalną „Certificate of Honor” za bohaterstwo i waleczne czyny. Co ciekawe, na uroczystości i Izraelu podkreśliła, że Żydzi walczący w Puszczy Rudnickiej uważali się za partyzantkę żydowską, a nie sowiecką. Formalnie natomiast nie posiadali raczej własnej autonomii, gdyż Stalin nie pozwoliłby na tego typu rozwiązania. Dążył on raczej do centralizacji ruchu partyzanckiego, by móc go lepiej kontrolować poprzez NKWD.
Przez dziesiątki lat zbrodnia w Koniuchach była tematem tabu. Upamiętniał ją tylko stary, spróchniały krzyż. Z pewnością wydarzenie to zostałoby zapomniane, gdyby nie list Kongresu Polonii Kanadyjskiej do prof. Leona Kieresa z IPN. Na jego podstawie łódzki oddział IPN przeprowadził śledztwo, natomiast po długim okresie oczekiwania, 22 maja 2004r minister Andrzej Przewoźnik oraz przedstawiciele Biura Rady Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa dokonali uroczystego odsłonięcia Pomnika Ofiar w Koniuchach. W ceremonii uczestniczyli także: Ambasador RP w Wilnie, Konsul Generalny w Wilnie, Attache Wojskowy w Wilnie i władze rejonowe. Jednak w polskich mediach nie było żadnej wzmianki o tym wyjątkowym wydarzeniu. W owym czasie cały kraj żył sprawą Jedwabnego. Pokazanie relacji z uroczystości upamiętnienia ofiar żydowskiej zbrodni na Polakach nie wpisywało się w ówczesny klimat polityczny. Do dziś temat tej zbrodni, jak i innych, popełnionych przez Żydów na Polakach w Nalibokach, Niewoniańcach, Werenowie, Bojarach, jest tematem niebezpiecznym i bardzo niechętnie podejmowanym przez dziennikarzy, którzy boją się posądzenia o antysemityzm. Także IPN wykazał się zadziwiającą opieszałością w prowadzeniu śledztwa. W Izraelu, Rosji i USA wciąż żyją sprawcy tej zbrodnii. Są znani z imienia i nazwiska, jednak IPN nie podjął nawet próby ich przesłuchania. Wystosował tylko wniosek do Kanady, Białorusi i na Litwę o przesłuchanie w drodze pomocy prawnej świadków (nie sprawców!), oraz odnalezienie dokumentacji archiwalnej związanej z ta sprawą. Z kolei w sprawie Jedwabnego śledztwo przeprowadzono w ciągu 18 miesięcy i już w 2002r. wydano dwutomową „białą księgę”, liczącą ponad 1500 stron, z podstawowymi dokumentami oraz analizą historyczną, socjologiczną i prawną. Nie wszystkie sprawy traktowane są więc w taki sam sposób.
Niestety nadal, po 62 latach od zbrodni w Koniuchach, sprawcy żyją w blasku glorii, jako bohaterscy partyzanci, nie wypierając się nawet swoich czynów i opisując je we wspomnieniach. Natomiast ofiary pozostają zapomniane, z wielkim poczuciem krzywdy i niesprawiedliwości. Najpierw przez 50 lat egzystowały z etykietą „bandytów”, a teraz nie mogą liczyć nawet na rzetelne śledztwo i minimum zainteresowania ze strony władz polskich. Moim zdaniem nie tam ma wyglądać owe „odłamywanie historii”, gdyż wobec niej wszyscy ludzie są równi, czego nie doświadczyli zgnębieni przez los mieszkańcy Koniuchów.

Przypisy:
1. A. Chojnowski, H. Manikowska, Historia-vademecum maturzysty, Warszawa 1995, s.400
2. T. Truszkowski, Partyzanckie wspomnienia, Warszawa 1968, s.140
3.Ibidem, s.133
4.A. Kumor, The Toronto Daily Gazeta, 4-6 maj 2001
5.S. Sinkevi?ius, "Pir?iupiai", Vilnius 1979, wydanie rosyjskie, s. 18
6.Chaim Lazar, Destruction and Resistance, Nowy Jork 1985
7.Ibidem, s.174-175
8.Isaac Kowalski, A Secret Press in Nazi Europe. The Story of a Jewish United Partisan
Organization, New York 1969, s. 333-334
9.Rich Cohen, The Avengers, New York 2000, s. 145
10.E. Burel, Nowa Myśl Polska, 2004-02-08,
http://www.promemoria.org.pl/arch/2004_13/golgota/golgota.html

11.http://www.ipn.gov.pl/sled_lodz_12.html
12.W. Noskowski, Wileńskie Rozmaitości, 2001
13.http://www.ipn.gov.pl/sled_lodz_12.html
14.LRVOA (byłe Archiwum partii w Wilnie) zesp. 3377, inw. 58, vol. 273 s. 41 [w]: Cz. Malewski, Nasza Gazeta 12 (501) - Wilno
15."Armija Krajova Lietuvoje" Vilnius 1999, s. 266 [w]: Cz. Malewski, Nasza Gazeta 12 (501) - Wilno


Informacja o śledztwie w sprawie zbrodni w Koniuchach podana przez IPN.





Informacja o śledztwie dotyczącym zbrodni popełnionej w Koniuchach.

Postępowanie, wszczęte 8.03.2001 r., w sprawie pacyfikacji przez partyzantów sowieckich w styczniu 1944 r. wsi Koniuchy, gm. Bieniakonie pow. Lida, woj. nowogródzkie i zabójstwa kilkudziesięciu mieszkańców tej wsi.

Wieś Koniuchy była dużą, polską wsią, liczyła ok. 60 zabudowań i ponad 300-tu mieszkańców. Koniuchy usytuowane były na skraju Puszczy Rudnickiej, w której znajdowały się bazy partyzantów sowieckich. Partyzanci w czasie powtarzających się napadów na tę wieś rabowali jej mieszkańcom żywność, odzież, bydło. Z tego powodu w Koniuchach, utworzono oddział samoobrony, który skutecznie uniemożliwiał partyzantom dalszy rabunek. Jak wynika z poczynionych ustaleń, w nocy z 28 na 29.01.1944 r. grupa partyzantów sowieckich otoczyła wieś i ok. 5-tej rano przystąpiła do ataku, który trwał 1,5-2 godziny. Pochodniami podpalano słomiane dachy domów, do wybudzonych, uciekających mieszkańców strzelano na oślep. W wyniku ataku zginęło co najmniej 38 osób, kilkanaście zostało rannych. Część ofiar spłonęła w swych domach, część zginęła od strzału z broni palnej. Wśród ofiar byli mężczyźni, kobiety i małe dzieci. Spalono większość zabudowań, ocalało tylko kilka domów. Atak na Koniuchy przeprowadziła 120-150 osobowa grupa partyzantów sowieckich pochodzących z różnych oddziałów stacjonujących w Puszczy Rudnickiej, takich jak: „Śmierć Okupantowi”, „Śmierć faszyzmowi”, „Piorun”, „Margirio”, oddział im. Adama Mickiewicza. Pierwszy z wymienionych oddziałów należał do Brygady Kowieńskiej Litewskiego Sztabu Ruchu Partyzanckiego, pozostałe zaś do Brygady Wileńskiej. Oddziały te były wielonarodowościowe. Należeli do nich m. in. partyzanci żydowscy, uciekinierzy z gett w Kownie i Wilnie. Z kopii szyfrogramu z dnia 31.01.1944 r. autorstwa Genrikasa Zimanasa (Henocha Zimana) I Sekretarza Południowego Obwodowego Komitetu KP Litwy, a jednocześnie dowódcy Południowej Brygady Partyzanckiej do Naczelnika Litewskiego Sztabu Ruchu Partyzanckiego w Moskwie Antanasa Šnieckusa wynika, że: „29 stycznia połączona grupa oddziałów wileńskich, oddziału „Śmierć Okupantom”, „Margiris” i grupy specjalnej Sztabu Generalnego całkowicie spaliły najbardziej zagorzałą w samoobronie wieś powiatu Ejszyskiego Koniuchy[...]”.
W toku śledztwa przesłuchano już świadków mieszkających w kraju, zakończono również poszukiwania dokumentów w polskich archiwach. Zwrócono się z odezwami o zagraniczną pomoc prawną do organów ścigania Republiki Białoruś, dwukrotnie do Republiki Litewskiej, do Federacji Rosyjskiej. Uzyskano obszerny materiał dowodowy w postaci zeznań mieszkańców Koniuch, naocznych świadków zbrodni i dokumentów archiwalnych (meldunki policji litewskiej, szyfrogramy partyzantów sowieckich, kopie akt osobowych partyzantów sowieckich, w których to aktach są adnotacje, że uczestniczyli oni w atakach, kopie dzienników bojowych sowieckich oddziałów partyzanckich). Ostatnio skierowano odezwę o pomoc prawną do organów ścigania Izraela.

Przedstawiam kolejne interesujące materiały na temat tej, ale i innych zbrodni, w tym oto materiale:

W ubiegłym roku po raz pierwszy w historii Pielgrzymki Pieszej z Suwałk do
Wilna pielgrzymi mogli złożyć hołd i pomodlić na grobach pomordowanych
mieszkańców wsi Koniuchy.
Film przedstawia okolicznościowe uroczystości, jakie odbyły się w środę 21
lipca 2010.
http://www.youtube.com/watch?v=ZMkUZmOtT0Y&feature=related

Chaim Lazar  pisze: Właśnie to miejsce wybrano, aby przeprowadzić akcję
zastraszającą i zemsty.
Sztab Brygady zdecydował zrównać Koniuchy z ziemia, aby dać przykład innym.
Pewnego wieczoru 120 najlepszych partyzantów ze wszystkich obozów,
uzbrojonych w najlepsza broń, wyruszyło w stronę tej wsi.
Między nimi było około 50 Żydów pod dowództwem Jaakowa (Jakuba) Prennera.
O północy dotarli w okolicę wioski i zajęli pozycje wyjściowe.
Rozkazano nie zostawić przy życiu nikogo, łącznie z żywym inwentarzem, a
zabudowania spalić.
(.) Sygnał dano tuż przed wschodem słońca.
W ciągu kilku minut okrążono wieś z trzech stron.
Z czwartej strony była rzeka, a jedyny most był w rękach partyzantów.
Przygotowanymi zawczasu pochodniami partyzanci palili domy, stajnie,
magazyny, gęsto ostrzeliwując siedliska ludzkie.
(.)Półnadzy chłopi wyskakiwali przez okna i usiłowali uciekać.
Ale zewsząd czekały ich śmiertelne pociski.
Wielu z nich wskoczyło do rzeki, aby przepłynąć na druga stronę, ale tam też
spotkał ich taki sam los.
Zadanie wykonano w krótkim czasie.
Sześćdziesiąt gospodarstw chłopskich, w których mieszkało około 300 osób,
zniszczono.
Nie uratował się nikt.
Chaim Lazar, Destruction and Resistance (New York: Shengold Publishers in
cooperation with The Museum of Combarants and Partisans in Israel, 1985): s.
174-175.
Chaim Lazar był prawdopodobnie członkiem oddziału "Mściciel" tzw. Brygady
Wileńskiej.
Źródło
http://www.glaukopis.pl/pdf/23art27.pdf

Kilka publikacji o zbrodni w Koniuchach:
Piotr Gontarczyk "Nikt nie wymknął się z okrążenia"
http://www.bibula.com/?p=2324
Czesław Malewski "Masakra w Koniuchach" cz.I
http://www.naszawitryna.pl/jedwabne_25.html
Czesław Malewski "Masakra w Koniuchach" cz.II
http://www.naszawitryna.pl/jedwabne_26.html
Liliana Narkowicz ,,Siła w cierpieniu" (z zeznań naocznego świadka)
http://www.promemoria.pl/arch/2004_13/golgota/golgota.html
Zbigniew Sulatycki "Okrutny mord dokonany na polskiej wsi Koniuchy"
http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedzieli.php?doc=nd200807&nr=34
Leszek Żebrowski "Zbrodnia w Koniuchach, 29 stycznia 1944 r."
http://www.deportacje.eu/index.php?option=com_content&view=article&id...
Leszek Żebrowski "Zbrodnia w Koniuchach - nowe dowody"
http://www.naszawitryna.pl/jedwabne_1035.html
Historia znana i nieznana... Z historykiem Leszkiem Żebrowskim rozmawia
Monika Rotulska
http://www.gralakhen.republika.pl/koniuchy-naliboki.html
Żydowscy komuniści  - bandy zbrodniarzy na ziemiach polskich w latach
1941-1944
http://web.archive.org/web/20080617203204/www.polonica.net/zydokomuni...

(.)Miejscowości takich jak Koniuchy było na ziemi Mickiewicza wiele. 24
kwietnia 1943 r. sowiecka brygada im. Żukowa spaliła część miasteczka
Derewno w pow. Stołpce (zniszczeniu uległy 92 domy).
8 maja 1943 Brygada im. Stalina spacyfikowała miasteczko Naliboki, mordując
129 zamieszkałych tam Polaków ("operacja" odbyła się z udziałem czerwonej
grupy żydowskiej).
Wczesną jesienią 1943 r., po zlikwidowaniu oddziału AK ppor. Antoniego
Burzyńskiego "Kmicica" (zabito 80 akowców), bolszewicy podczas
"oczyszczania" terenu zamordowali kilkudziesięciu chłopów należących do
siatki terenowej AK lub podejrzanych o jej wspieranie.
Podobnie było po zlikwidowaniu Batalionu Stołpeckiego AK w grudniu 1943 r. -
zabito kilkadziesiąt osób spośród mieszkańców puszczańskich wiosek (i znów
"czerwoni" Żydzi w akcji).
26 lutego 1944 r. sowiecka brygada "Wpieriod" i oddział im. Czapajewa
uderzyły na polskie wsie: Izabelin, Kaczewo, Babińsk i Ługomowicze;
miejscowości te zostały spalone, zginęło kilkudziesięciu mieszkańców (w
obronie pacyfikowanych osad wystąpiły placówki AK, które stoczyły krwawą
walkę z bolszewikami).
5 marca 1944 r. pododdziały sowieckiej Brygady im. Kirowa (m.in. oddział im.
Ordżonikidze - znów Żydzi) spacyfikowały chutory i osady w rejonie Dokudowa,
których mieszkańcy zostali oskarżeni o sprzyjanie polskiej partyzantce
(zginęło 47 osób, głównie z rodzin, których synowie służyli w AK).
W nocy z 8 na 9 kwietnia 1944 r. bolszewicy zniszczyli polską wieś Szczepki
w pow. Stołpce (spalono żywcem kilkudziesięciu mieszkańców).
Wieśniacy podejrzani o związek z polskim ruchem niepodległościowym ginęli z
rąk Sowietów także w Kulu i Kulczycach (pow. Stołpce).
14 maja 1944 r. podczas napadu na oddziały AK, kwaterujące w miejscowości
Kamień (pow. Stołpce), oddziały sowieckie spaliły 80 proc. wspomnianej
miejscowości i wymordowały ponad 20 mieszkańców (w czasie obrony 21
żołnierzy 78. pp AK zostało zabitych, wielu odniosło rany).
13 czerwca 1944 r. sowieckie brygady partyzanckie spacyfikowały położone nad
Niemnem białoruskie wioski - Kupisk Lubczański, Kupisk Pierwszy i Kupisk
Kazionny.
"Operację" przeprowadzono pod pretekstem rozprawy z dziesięcioosobowym
punktem białoruskiej samoachowy (samoobrony) ochraniającym most, spalono
blisko 500 gospodarstw i zabito nieustaloną liczbę mieszkańców (do
białoruskich wieśniaków, w tym kobiet i dzieci - bolszewicy strzelali jak do
kaczek).
Tę listę zbrodni można by długo mnożyć.
Powinniśmy pamiętać o naszych poległych - zwłaszcza teraz, gdy przeróżne
"autorytety" próbują sprawić, byśmy zapomnieli, kto w tamtych latach był
bohaterem walki o Polskę, a kto zdrajcą i zbrodniarzem.
Źródło
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110129&typ=my&id=my10.txt

 


 
  Stronę odwiedziło 240041 odwiedzającyosób  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=
Create your own banner at mybannermaker.com!