O genealogii i historii słów kilka...
  Strona startowa
 





O genealogii i historii mojej rodziny.





Witam serdecznie! Zacznę może od przedstawienia się- na imię mam Józef, mieszkam niedaleko Zielonej Góry. Żeby nie zapeszyć, ta strona nie będzie tylko i wyłącznie stroną o genealogii i poszukiwaniach korzeni. Zajmuję się tym tylko w wolnych chwilach. Lubię też historię, dobrą
  muzykę ( o tym mam zamiar napisać później), ciekawy film, uwielbiam sport i jeszcze kilka innych nie mniej pasjonujących rzeczy.
Genealogią zajmuje się już ładnych parę lat. Traktuje ją jeszcze jako pasję, ale coraz częściej wydaje mi się, jakby to był mój drugi zawód. Co prawda nie mam z genealogii żadnych profitów ( wręcz przeciwnie: coraz drożej mnie ona kosztuje), ale traktuję ją bardzo poważnie. Jestem członkiem Lubuskiego Towarzystwa Genealogicznego, mam ścisłe kontakty z genealogami z całego kraju, ale także i zza granicy. Np. ostatnio nasze Towarzystwo nawiązało kontakt z Uralskim Towarzystwem Genealogicznym z Rosji, a ja sam współpracuje z genealogami z Niemiec, Francji, Włoch, Białorusi, USA, Kanady czy Australii.
Od czasu do czasu staram sie pomagać niektórym osobom w poszukiwaniu ich przodków. Nie robię  tego zbyt często, gdyż czas mi na to nie pozwala. Pomagam innym z różnych względów, choćby też dlatego, aby spłacić mój dług wdzięczności wobec tych osób, które jako pierwsze wprowadziły mnie w skomplikowany świat genealogii. Muszę tu wymienić przede wszystkim Bogusię Malinowską ( pozdrawiam Cię, jeżeli to czytasz!), Czarka Miazka, Agę Wolańską, Jolę Lipińską i wielu jeszcze innych, których nie sposób tu wymienić, tylu ich było...
Inna moją pasją przez wiele lat było szradziarstwo. Układałem zadania szaradziarskie przez ponad 10 lat dla różnych pism i periodyków. Od jakiegos czasu nie zajmuje się już tym, ale lubię od czasu do czasu dobrą krzyżówkę...rozwiązać. Ale wystarczy już tego chwalenia się.

Może przedstawię jeszcze kilka fotek mojej rodziny, aby wam ją przybliżyć. Na początek zdjęcie mojego dziadka- Józefa Pławskiego. Urodził się on jeszcze w XIX wieku, bo w roku 1882, zmarł w 1939 roku. Dziadek Józef urodził się i mieszkał w Strzałowie koło Baranowicz (dzisiejsza Białoruś).

Kilka słów należałoby wspomnieć o babci Malwinie, żonie Józefa. Malwina pochodziła z rodziny Pawłowskich. Mieszkała na pewno blisko Baranowicz. Ale o tym później. Chciałbym też przedstawić herb rodowy Pławskich i nie tylko ich (tym herbem posługiwało się kilkadziesiąt rodów):


Herb rodu Pławskich- Radwan.

Nie chciałbym, żeby ktoś pomyślał, że jestem bufonem, który chwali się herbem rodowym. Nic bardziej błędnego! Nie przywiązuję do tego wielkiej wagi. czasy szlachectwa minęły i już nie wrócą! Nie ta epoka i nie ten czas...
  Od czego zaczęło się szukanie moich przodków? Cóż...  przychodzi taki okres w życiu człowieka, że zaczyna się zastanawiać, skąd pochodzi, gdzie mieszkali jego rodzice, dziadkowie, pradziadkowie. Zaczynamy sobie wyobrażać, jak się żyło sto, dwieście lat temu...Nasuwa się takich pytań mnóstwo. Na samym początku bardzo dużo pomogły mi rodzinne pamiątki- stare zdjęcia, zapiski, dokumenty i najważniejszy dokument- wspomnienia mojej mamy Urszuli, bez której wiedziałbym naprawdę bardzo niewiele.





Sami wiedzielibyśmy bardzo niewiele, gdyby nie wspomnienia i opowieści członków naszych rodzin, zwłaszcza tych najstarszych. Musze się przyznać, że to na podstawie opowiadań i wspomnień mojej mamy, zabrałem się za szukanie swych przodków . W trakcie poszukiwań okazało się, że ludzie mający tak specyficzne upodobania jak ja, tworzą coś w rodzaju subkultury, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nie ma tu nic do rzeczy nasze wykształcenie, tytuły, stanowiska, łączy nas jedna wspólna pasja- genealogia. Może wydawać się dziwne, ale w istocie tak jest - kto juz raz "wdepnął " w tę dziedzinę, to ciężko jest mu przestać. Dużą satysfakcję daje też sama pomoc innym. Dużo informacji uzyskuje się na zasadzie wzajemnej pomocy i w ten sposób rośnie nasz zasób wiedzy. Genealogia jest nauką i dziedziną wiedzy dla ludzi wyjątkowo cierpliwych i upartych, dążących do celu krok po kroku. Nie da się znaleźć wszystkiego w kilka miesięcy, a poza tym, jaka to byłaby satysfakcja osiągnąć szczyt drzewa w krótkim czasie. Genealogię trzeba smakować latami, wiedzą coś o tym moi koledzy, najstarsi stażem...
    Rodzina mojej mamy pochodzi z Wodnik koło Halicza. Mogę co najwyżej żałować, że nie posiadam żadnej fotografii tej uroczej wioski. Wiem, że miała wydłużony kształt, była dosyć duża (około 80 domów). Leżała w pobliżu Dniestru- wielkiej i kapryśnej rzeki. (cdn.)


Gdy pisałem te słowa, a było to dosyć dawno, to nawet w najśmielszych snach, nie pomyślałbym, że już niedługo otrzymam całą serię zdjęć z Wodnik. Taki sensacyjny prezent sprawiła mi moja ukraińska znajoma- Olesia. Fotografie te opublikowałem w osobnym dziale, który już zapewne odwiedziliście.


Rodowody.

Każda rodzina chciałaby niewątpliwie poznać swój rodowód od zamierzchłych czasów swego istnienia. Tak jednak niestety było, że tylko najznakomitsze rody mogły szczycić się wieloma dokumentami, kronikami, herbarzami, czy pamiętnikami. Nie wszyscy mogli odkryć swe korzenie bez specjalnego wysiłku, gdyż wiekszość materiałów dotyczących wielkich, znamienitych rodów juz dawno opublikowano. Problemy dla genealoga pojawiają się wtedy, gdy jego przodkowie okazują się ludźmi zwyczajnymi-  bez rodowodów, ale i oni brali udział w tworzeniu historii narodu, nie zdając sobie z tego sprawy !
  Chcąc dowiedzieć się kim byli nasi przodkowie, musimy zdać sobie sprawę, że czeka nas żmudna, nieraz wieloletnia praca- trzeba zbadać i przejrzeć góry dokumentów, archiwów, materiałów,  fotografii, czeka nas często weryfikowanie niejednokrotnie sprzecznych materiałów.
  Musimy też liczyć się z tym, że bedą przerwy w chronologii. Nawet te najbardziej znane rody nie prowadziły swych kronik na tyle systematycznie, żeby nie było przerw w zapisach.
  Jednak wytrwali genealodzy wciąż prą do przodu, zdobywając po drodze kolejne materiały i wiedzę. Badając dzieje własnego rodu nie sposób uciec od historii, wciąż się o nia potykamy, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Badając rodowód rodu Pławskich, co chwila jestem zaskakiwany różnymi sensacjami historycznymi. Ostatnia z nich, to fakt, że różnymi herbami legitymowała się ta rodzina. I tak np. Pławscy z rodziny komandora Eugeniusza Pławskiego i jego przodkowie, dowodzili, że ich herbem rodowym był Plater. Tu jest trochę problem, gdyż, jak wyczytałem w kronice rodzinnej rodziny Arcimowiczów, twierdzą oni iż takie rody jak Płoscy, Pławińscy czy Pławscy, nieprawnie przywłaszczyli sobie ich herb rodowy, zwłaszcza, że wszystkie te rody legitymowały się tym herbem od lat 40-tych XIX wieku. Nie wiem, kto tu ma rację. Z moich poszukiwań wynika,że pierwsze zapisy na temat rodziny Pławskich (jeszcze z Mazowsza) pochodzą z końca XV wieku! Nie wiem, jak stary jest ród Arcimowiczów. Nie jestem od tego, aby autorytatywnie roztrzygać takie spory, ale wydaje mi się, że problem jest innego rodzaju.
Okazuje się, że ród Pławskich był bardzo liczny i miał kilka siedzib rodowych i kilka kierunków swego osiedlenia. Pierwszy kierunek to było Mazowsze. Z tamtej linii pozostało do dzisiaj sporo Pławskich mieszkających dziś na Mazowszu i na Kurpiach. Kolejna linia, to potomkowie Pławskich z Pław w powiecie słonimskim (stamtąd wywodziła się rodzina komandora i jego ojca gen. Aleksandra Pławskiego), być może z tej linii pochodzili też moi przodkowie, z racji bliskości zamieszkania mogło tak być. Wreszcie trzecia linia- Połaniec. O tej linii wiem najmniej, ale mam nadzieję coś się dowiedzieć od moich przyjaciół z Połańca.
  Może by prawdą hipoteza, że ród ten, w zależności od miejsca zamieszkiwania, miał inny herb. Może dlatego też, różne źródła (szczególnie herbarze) podają różne herby tego rodu. Wspomniałem na początku o Radwanie, teraz doszedł Plater, ale nie można też zapomnieć o Gozdawie. Tak więc Pławscy z różnych stron legitymowali się trzema różnymi herbami. Czy było to w zgodzie z ówczesną heraldyką, tego nie wiem.
Zasygnalizowałem jedynie problem, który stoi nie tylko przede mną, ale i inymi genealogami. Samemu udowodnić, że dana rodzina legitymowała się jakimś herbem, jest bardzo trudno. Zdać się na korzystanie z usług różnych chochsztaplerów, jeszcze gorzej. Może najlepiej byłoby zostawić sprawę, tak jak jest?
  Jest też osobny problem- czy udowodnienie własnej szlacheckości coś nam daje ? Wiadomo, że nie. To dobre dla snobów i bufonów, których nie brakuje.  Ja sam prywatnie uważam, że my sami działając na rzecz naszej lokalnej, nawet niewielkiej społeczności, dajemy świadectwo naszej szlachetności (nie mylić ze szlacheckością!). Czy nie ma wokół nas nic do zrobienia ? Czy mało jest osób wymagających podania pomocnej dłoni? Rozejrzyjmy się wokół!  Zbyt wiele osób spośród nas myśli jedynie o sobie, zapominając iż żyjemy wśród innych, którym nieraz wystarczy zwykły uśmiech, podanie ręki, życzliwe słowo... Pamiętajmy o tym, zwłaszcza w czasie przedswiątecznym.

   Serdecznie polecam moim Czytelnikom wspomnienia Pani Anny Marty-Strawińskiej, które publikuję na osobnej stronie (znajdziecie ją w lewym panelu). Za jakis czas przedstawię drugą część tych frapujących wspomnień.

      *                          *                            *


Zachęcam do obejrzenia mojego bloga o rodzinie Pławskich, znajdziecie tam całą serię świetnych zdjęć z cmentarza w Podkrynicy i Strzałowie, gdzie pochowanych jest wiele osób z rodziny Pławskich, Pawłowskich i Butrymów.
...............................................................................

 


 
  Stronę odwiedziło 240041 odwiedzającyosób  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=
Create your own banner at mybannermaker.com!